Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plaza de mulas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plaza de mulas. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 lutego 2010
Penitenty
Nazwa wywodzi się z języka hiszpańskiego, od penitentes – pokutnicy lub nieves penitentes – śniegi pokutujące.
Te stożkowate formy osiągają zazwyczaj wysokość od 0,5 do 2,5 metra, choć czasami zdarzają się i kilkumetrowe. Najczęściej nachylone są do powierzchni terenu pod kątem 70-80 stopni.Występują w dużych skupiskach na lodowcach i polach firnowych. Powstają w wyniku wytapiania się firnu i lodu w warunkach silnego promieniowania słonecznego padającego pod dużym kątem i mroźnego, suchego powietrza. Lód tworzy ich część dolną, a firn górną, strzelistą. Najlepiej wykształcone przykłady penitentów występują miedzy innymi w Andach, gdzie zaczynają powstawać w grudniu i zazwyczaj kończą swój żywot pod koniec marca.
Penitenty, przez które my mogliśmy przechodzić, nie były może zbyt duże, ale niewątpliwie stanowiły atrakcję.
czwartek, 25 lutego 2010
Cerro Cuerno
Wznoszący się na południe od PDM szczyt Cerro Cuerno (5462 m n.p.m.). Jego piękny widok towarzyszył na co dnia.
A ... ten ludzik to Heniu
wtorek, 16 lutego 2010
wtorek, 9 lutego 2010
Wikiloc: Plaza de Mulas - Nido de Condores
Dzień 10 - 27.01.2010. Trasa z Plaza de Mulas do Nido de Condores.
Etykiety:
mapy,
nido de condores,
plaza de mulas
piątek, 5 lutego 2010
czwartek, 4 lutego 2010
Wikiloc: Conflunencia - Plaza de Mulas
Dzień 3 - 20.01.2010. Trasa od bazy Confluencia do Plaza de Mulas.
czwartek, 21 stycznia 2010
Hotel Plaza de Mulas
Nastapila korekta planu. Leszek zadecydowal, ze nalezy nam sie dzien odpoczynku.
Wczoraj do snu ukolysal nas szum potoku splywajacego z lodowca. Wstalismy dopiero jak w dolinie zaswiecilo sloneczko czyli mniej wiecej pietnascie po dziewiatej. Musielismy z Piotrkiem zwinac namiot, bo w gore zabieraja go Monika, Heniek i Krzysiek. Rozstawilismy mniejszy i pozniej wiekszosc z nas (oprocz Henka, Leszka i Krzyska) poszla do hotelu Hotel Plaza de Mulas. A tu: goraca kapiel (10 US$) , telefon satelitarny (1 US$ za minute), pizza, cola i herbatka z cytrynka. Zastanawiamy sie jak rozegrac jutrzejszy dzien - czy idziemy do Plaza Canada czy od razu do Nido de Condores. Generalnie skorzystamy z tragarzy, ktorzy wyniosa nam namioty i moze jeszcze czesc ekwipunku.
Wczoraj do snu ukolysal nas szum potoku splywajacego z lodowca. Wstalismy dopiero jak w dolinie zaswiecilo sloneczko czyli mniej wiecej pietnascie po dziewiatej. Musielismy z Piotrkiem zwinac namiot, bo w gore zabieraja go Monika, Heniek i Krzysiek. Rozstawilismy mniejszy i pozniej wiekszosc z nas (oprocz Henka, Leszka i Krzyska) poszla do hotelu Hotel Plaza de Mulas. A tu: goraca kapiel (10 US$) , telefon satelitarny (1 US$ za minute), pizza, cola i herbatka z cytrynka. Zastanawiamy sie jak rozegrac jutrzejszy dzien - czy idziemy do Plaza Canada czy od razu do Nido de Condores. Generalnie skorzystamy z tragarzy, ktorzy wyniosa nam namioty i moze jeszcze czesc ekwipunku.
Plaza de Mulas - 4360
Zapomnijcie o sieci GSM. Od ostatniego komunikatu minely dwa dni. W pierwszy dzien po niecalych 3 godzinach dotarlismy do Confluensi.
Rekonesans po okolicy, kolacja i do spania w 24 osobowym namiocie. Zapomnialem dodac, ze rozegralismy rowniez mecz w siatkowke. Wygral wiatr, ktory robil z pilka co chcial, przewaznie nie przelatywala na druga strone boiska, albo leciala kilkadziesiat metrow w dol i trzeba bylo ja gonic.
Noc byla wyjatkowo zimna na tej wysokosci, musialo byc ponizej zera, bo rano na moim termometrze byly raptem 3 stopnie.
Kolo 9:30 wyruszylismy, zeby zlapac aklimatyzacje do Plaza Francia [ok 4200 m n.p.m.]. Widoki marsjanskie, spalona ziemia koloru czerwonego, zero roslinnosci i tylko widok 3,5 km sciany Aconcaguy przypominal nam gdzie jestesmy. W sumie zrobilismy 24 km i ok. 800 metrowe przewyzszenie. Kolacja tego dnia trwala krotko, wszyscy odczuwali wyrazne zmeczenie i tylko na chwile imieniny Henka rozruszaly atmosfere.
Rano o 7 pobudka, paroweczki, kawa, herbata i w droge do Plaza de Mulas. Przejscie dolina wzdluz lodowcowego potoku dostarczylo znowu moc wrazen. Widoki zachwycajace, szczegolnie odcinek gdzie pojawia sie troche zieleni i wreszcie idzie sie nie w pyle tylko wsrod soczyscie zielonych traw. Mniej wiecej w polowie drogi, w cieniu wielkiej skaly gotujemy obiad - zupka, kisiel i ... w droge. Ten odcinek byl meczacy bo temperatura w sloncu musiala przekraczac 35 stopni a wiaterku jak na lekarstwo. Z drugiej strony to dobrze bo sie nie kurzylo. Ostatnie 4 godziny to juz lapanie wysokosci, powolutku docieramy do obozu, gdzie czekaja na nas bagaze wyniesione przez muly. Dosc sprawnie rozbijamy 5 namiotow. Mamy miejsce chyba najwyzej w obozie. Na kolacje pyszna zupka, zapiekanka i ciepla herbata.
Wszyscy czuja sie dobrze !!!
Jutro postaramy sie dorwac do telefonu satelitarnego i oczywiscie do Internetu. Pozniej znow beda 3 dni przerwy.
Na zdjeciu ponizej droga do Plaza Francia, w tle poludniowa sciana Aconcagua:
Rekonesans po okolicy, kolacja i do spania w 24 osobowym namiocie. Zapomnialem dodac, ze rozegralismy rowniez mecz w siatkowke. Wygral wiatr, ktory robil z pilka co chcial, przewaznie nie przelatywala na druga strone boiska, albo leciala kilkadziesiat metrow w dol i trzeba bylo ja gonic.
Noc byla wyjatkowo zimna na tej wysokosci, musialo byc ponizej zera, bo rano na moim termometrze byly raptem 3 stopnie.
Kolo 9:30 wyruszylismy, zeby zlapac aklimatyzacje do Plaza Francia [ok 4200 m n.p.m.]. Widoki marsjanskie, spalona ziemia koloru czerwonego, zero roslinnosci i tylko widok 3,5 km sciany Aconcaguy przypominal nam gdzie jestesmy. W sumie zrobilismy 24 km i ok. 800 metrowe przewyzszenie. Kolacja tego dnia trwala krotko, wszyscy odczuwali wyrazne zmeczenie i tylko na chwile imieniny Henka rozruszaly atmosfere.
Rano o 7 pobudka, paroweczki, kawa, herbata i w droge do Plaza de Mulas. Przejscie dolina wzdluz lodowcowego potoku dostarczylo znowu moc wrazen. Widoki zachwycajace, szczegolnie odcinek gdzie pojawia sie troche zieleni i wreszcie idzie sie nie w pyle tylko wsrod soczyscie zielonych traw. Mniej wiecej w polowie drogi, w cieniu wielkiej skaly gotujemy obiad - zupka, kisiel i ... w droge. Ten odcinek byl meczacy bo temperatura w sloncu musiala przekraczac 35 stopni a wiaterku jak na lekarstwo. Z drugiej strony to dobrze bo sie nie kurzylo. Ostatnie 4 godziny to juz lapanie wysokosci, powolutku docieramy do obozu, gdzie czekaja na nas bagaze wyniesione przez muly. Dosc sprawnie rozbijamy 5 namiotow. Mamy miejsce chyba najwyzej w obozie. Na kolacje pyszna zupka, zapiekanka i ciepla herbata.
Wszyscy czuja sie dobrze !!!
Jutro postaramy sie dorwac do telefonu satelitarnego i oczywiscie do Internetu. Pozniej znow beda 3 dni przerwy.
Na zdjeciu ponizej droga do Plaza Francia, w tle poludniowa sciana Aconcagua:
Subskrybuj:
Posty (Atom)






